Przejdź do głównej zawartości

Recenzja książki 714 wzywa pomocy - Arthur Hailey, John Castle



Samolot pasażerski lecący do Vancouver, ma na swoim pokładzie wiele osób, kibiców lecących na mecz, biznesmenów oraz całe rodziny. Lot przebiega spokojnie, aż do momentu, gdy na kolację zostaje podana ryba.  Znaczna część pasażerów jak i obaj piloci zostają zatruci. W tym momencie wśród pasażerów odnajduję się lekarz oraz były pilot wojskowy. Czy uda im się wyprowadzić maszynę, tak aby przeleciała przez Góry Sklaliste? Czy lekarz i stewardessa opanują sytuację i uda się powstrzymać śmierć?
Tytuł Oryginału - Flight Into Danger
Data Wydania - 1974 (Data Przybliżona)
Liczba Stron - 178
Kategoria - Thriller/Sensacja/Kryminał

Garść suchych faktów.

Ta książka jest rzeczywistym zrelacjonowaniem zdarzeń, które miały miejsce w samolocie podczas całego zajścia. Na samym początku autorzy opowiadają o tym, co wydarzyło się przed wejściem do samolotu, za to ja nakarmiona hollywoodzkimi produkcjami, starałam się wychwycić subtelności świadczące o zamachu terrorystycznym. Nic bardziej mylnego. W tej powieści wszystko jest albo białe albo czarne. Jeśli, ktoś lubi taką suchą literaturę, to polecam. Ja osobiście nie przepadam.

Banalnie.

Fakt, ja osobiście nigdy się nie zastanawiałam co by było gdyby dwóch pilotów się struło rybą i zaczęli wymiotować po kątach. Można, więc powiedzieć, że to dobry, nie oklepany pomysł, ale z drugiej strony czy jest to ciekawy pomysł? Ja osobiście sama nie wiem. Dla mnie było to zbyt banalne, nie ciekawy temat, a w sumie to wyglądało na brak pomysłu.

Klika słów o słowach.

Język, który nas raczył przez 178 stron, jak już wspominałam był raczej reporterski niż beletrystyczny. Krótkie suche fakty. Rozmowy na poziomie dwóch małomównych introwertyków. Wymiana uprzejmości i konkretnych rzeczy. Nie znajdziemy emocji, czy podtekstów. Mi osobiście to lekko przeszkadzało, ale z drugiej strony taki urok tej powieści.

Gdzie się podziało zakończenie?

Akcja toczy się w najlepsze. Samolot o mało się nie rozbija, aż tu nagle ląduję i koniec, kropka. Co dalej z zatrutymi pasażerami, czy lekarz wraz z pilotem otrzymali klucze do miasta, w nagrodę za uratowanie tyle dusz, czy stewardessa umawia się na randkę z lekarze? Nic nie wiemy. Lądujemy i koniec. Mi osobiście brakowało takiej kropki nad i. Nie mam pojęcia, dlaczego książka kończy się akurat w tym momencie.

Uważam że 5/10, to właściwa ocena

Komentarze